3 listopada 2014
20 października 2014
ZŁOTA MELANCHOLIA
Coraz częściej nasz weekend kurczy się do jednego dnia. W tygodniu dzień staje się krótszy i nie jest to tylko kwestia panującej pory roku. Brakuje nam czasu na przyjemności i dłuższe spacery. Wciąż wykorzystujemy wolne minuty i składamy je w piękne momenty, które jednak nie dają już tak wiele energii, jak kiedyś.
Znów poniedziałek.
6 października 2014
MAŁA GASTRONOMIA
Gdyby ktoś teraz spytał mnie, kiedy po raz ostatni robiłam coś pierwszy raz, miałabym naprawdę sporo do opowiedzenia. Poprzedni tydzień przyniósł mi dwa, różnej co prawda natury i wagi, ale jednak - pierwsze razy. W czwartek założyłam na szyję taki identyfikator, przez 20 minut stałam z Anią na scenie i mówiłam do sporej grupy nieznajomych. Nie było to łatwe zadanie, wystąpienia tego typu wywołują u mnie mały paraliż, strasznie się jednak cieszę, że to zrobiłam.
Odreagowaniem czwartkowego stresu była sobota i moje pierwsze pierogi ruskie. Właściwie to nasze - w niesamowitym mieszkaniu Ani ulepiłyśmy razem według przepisu mojej babci dokładnie 109 sztuk. Wyszły naprawdę dobre, z mojej porcji zostało już całkiem niewiele. Przepis wrzucam tutaj, gdybym zgubiła moją kartkę, a jeśli ktoś miałby ochotę go wykorzystać - proszę śmiało!
Odreagowaniem czwartkowego stresu była sobota i moje pierwsze pierogi ruskie. Właściwie to nasze - w niesamowitym mieszkaniu Ani ulepiłyśmy razem według przepisu mojej babci dokładnie 109 sztuk. Wyszły naprawdę dobre, z mojej porcji zostało już całkiem niewiele. Przepis wrzucam tutaj, gdybym zgubiła moją kartkę, a jeśli ktoś miałby ochotę go wykorzystać - proszę śmiało!
Pierogi Babci Gieni
ciasto:
1 kg mąki poznańskiej
1 jajko
0,5 litra gorącego mleka
2-3 łyżki oleju
łyżeczka soli
(jeśli ciasto będzie zbyt twarde dodać trochę gorącej wody)
wyrobione ciasto odstawić pod przykryciem na 30 minut
farsz:
2 kg ziemniaków
2 kostki sera tłustego
1 cebula (pokrojona w kostkę i podsmażona na smalcu)
sól, pieprz
pierogi gotować w osolonej wodzie, aż będą pękate

1 października 2014
SEE YOU SOON
Mam wrażenie, że zawsze z początkiem jesieni robimy podobną trasę. Tym razem zawędrowaliśmy nad Śnieżne Kotły. Panująca już oficjalnie w kalendarzu pora roku nieśmiało wkrada się między górskie ścieżki. Drzewa dopiero miejscami gubią zieleń na rzecz pomarańczowych i brązowych odcieni, a temperatura podczas spaceru pozwoliła na krótki rękaw. Było cudnie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




