1 grudnia 2012

BIAŁO

Może właśnie tego było mi trzeba, aby przerwać jesienne uśpienie - śniegu? 1 grudnia przywitałam w zaśnieżonej Jeleniej. Krótki spacer z siostrą, widok na góry, zmarznięte policzki i dłonie.

Jutro w planach kolejny spacer. Nieco dłuższy, nieco wyżej, nieco więcej śniegu. Dawno mnie tam nie było.



*    *    * 

27 listopada 2012

TOMORROW

Coraz wcześniej zapalam w pokoju światło. O szesnastej trzydzieści jest już ciemno i nigdy nie wiem, czy to jeszcze "dzień dobry", czy już "dobry wieczór". Zapadający w połowie dnia zmrok odbiera całą energię. Ciągłe czekanie, wszystko jutro. 
Zimowy sen jeszcze jesienią. 

16 listopada 2012

TOWER BRIDGE DAY



Tower Bridge jest dla mnie jednym z najważniejszych symboli Londynu. Cały czas więc dziwię się, dlaczego dopiero po dwóch miesiącach od przyjazdu do tego miasta pojechałam przyjrzeć mu się z bliska. Pierwszy raz "mignął" mi na samym początku pobytu - wtedy jeszcze z zwieszonymi ogromnymi kołami olimpijskimi. 

Sam most - zachwycający równie bardzo, jak roztaczające się z niego widoki. Chyba ze względu na jego kolorystykę, kojarzy mi się z wrocławskim Mostem Grunwaldzkim. 


Spacerując w okolicach mostu i Tower of London, natknęliśmy się na grupy tancerzy. W kolorowych strojach, z nietypowymi rekwizytami, wykonywali tradycyjne tańce i figury. Wyglądało to mniej więcej tak, a według znalezionych przeze mnie informacji nazwa tych artystycznych akrobacji to "morris dance".


Czekaliśmy na ostatniego towarzysza, a właściwie towarzyszkę dalszej części naszej wycieczki. Wpadliśmy na kawę do Caffe Nero - kolejnej obok Starbucks Coffee i Costa Coffee popularnej sieciówki kawiarnianej.

Bardzo podoba mi się podejście mieszkańców Wielkiej Brytanii do kawy na wynos. Tutaj kolejki po ożywiający napój są w porze śniadania czy lunchu są czymś powszechnym, a spacer z firmowym kubkiem nie daje +10 do lansu. Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że tam cena kawy w porównaniu do minimalnych nawet zarobków jest bardzo niska, a w Polsce wydanie 15 zł na kawę (do tego niekoniecznie dobrą) jest dużym wydatkiem.


Już w komplecie, wracaliśmy wzdłuż Tamizy w stronę Covent Garden. Wieczór rozpoczęliśmy w starym pubie The Salisbury. Próbowaliśmy różnych cydrów, i chociaż napój ten kojarzony jest przede wszystkim z jabłkami, mi najbardziej posmakował gruszkowy :-)